niedziela, 12 marca 2017

"Zimowi ludzie" O ja nie mogę jaka durna bohaterka!

Sięgając po pozycję "Zimowi ludzie" Autorstwa John Ehle nie wiedziałam, czego się spodziewać. Nie przypuszczałam iż tak mocno zdenerwuje mnie główna protagonistka swoją bezmyślnością i złym prowadzeniem się. Poczytajcie moje wrażenia z przeczytania propozycji wydawniczej "Zimowi ludzie".

Colle mieszkając tam gdzie nie ma ludzi ma 25 lat i tylko syna, syn jest w wieku małym, jeszcze nie mówi jednak matka często do niego gaworzy bo nie ma z kim pogawędzić. Nagle widzi idzie do jej gospodarstwa obcy mężczyzna i prosi o nocleg. Zgoda mówi ta Collie. Obcy grzecznie składa jej propozycję czy będziemy współżyć, ona na to wykrzykuje o nie, nie, nie chcę znowu być w ciąży, bo jestem panną z dzieckiem. Tak powiedziała, gość to zrozumiał i zaczął czyścić strzelbe.

Dawno żadna bohaterka mnie tak nie doprowadziła do zdenerwowania jak Colle bo ona powiedziała, iż nie chce zajść w ciążę i po chwili podeszła do tego gośćia i zaczęła go całować i tłuamczyć się iż hohoho ja jestem porządną panną z dzieckiem twoja propozyja mnie obraża. Mówiąc to, dalej jest gość przez nią całowany. Ja się pytam o co tej kobiecie chodziło, dawno nie widziałam takiej durnej przynoszącej wstyd naszej płci. Bynajmniej mnie nie dziwiło iż mężczyzna zastygł w oszołomieniu i nie wiedział czy ta Collie chce go zaprosić do łóżka czy nie?

Łóżlko było zasłane skórą niedźwiedzią bo to czasy lat z przed wojennych jeszcze, taka książka trochę dawna, kobiety dziś tak się nie zachowują chyba?

Collie ginie synek zabrany przez jego prawdziwego ojca, nie pilnowany był a jak ojciec został zabity przez tego gościa który zamieszkał u Collie wziął go jego dziadek. Będzie mogła odwiedzać synka u dziadka. Mieszka z nią jeszcze Paula, dziewczynka, trzynasto latka, taka dziewczynka do pomocy, śpiąca w komórce. Nie myśl Czytelniku iż to świadczy o złośliwości Collie. W tym dużym domostwie ciepło panowało tylko w kuchni i komórce. Paula tam śpiąc, było jej dobrze, ciepło. I skóry niedźwiedzie też jak grzeją......

Nie napisałam tego, o czym mnie jeszcze zdenerwowało jak nie wiem co, pierwszej nocy jak przyszedł ten gość, ona mu kazała iść spać do komórki tam gdzie była Paula lat 13. Nie w kuchni nie, bo w ciążę kolejną się boi zajścia, a ja się pytam czemu nie powie do gościa "idź pospać do pokoi lub do chlewika lub stajni z końmi? Tam jednak nie panowały obyczaje, trzynastolatke uważano za dorosłą nikt na to nie krzyczał. A Paula pokochała tego pana raczej jak córka ojca, bo ona nie miała matki czuła się zagubiona smutna wielkim smutkiem.....

Zachęcam do sięgnięcia po książkę "Zimowi ludzie", który to smutek napełnia książkę z początku potem będzie więcej o miłości. Lubiłam Paulę a Collie zairytowała mnie nic dziwnego z takim zachowaniem niewiedziałąm czego się po bohaterce spodziewać .....

Dziesięć gwaizdek!!!

niedziela, 5 marca 2017

"Kasacja" Remigiusz Mróz.


Sięgając po książkę napisaną przez Remigiusza Mróz nie wiedziałam czego się spodziewać. Nie wiedziałam iż dostanę pozycję dziejącą się w świecie prawniczym skłonną podobać się odbiorcą. Interpretacje idą w kierunku szukania przestępcy, jednak to nie przestępstwa są w literaturze najważniejsze.

Czytelnik ma do przyswojenia kawał polskiej rzeczywistości z jej blaskiem i cieniami, którymi Pan Mróz dawkuje umiejętnie niczym magik wyciągając je z kapelusza, ba nie z kapelusza tylko ze swojej pisarskiej głowy zdolnej pomieścić rodzinę, studia prawnicze i fabuły wielu powieści, które czytelniką wylecą z mózgu szybciej, niż autorowi, który je wymyśli. I w żadnym wypadku nie żartuję. To wielka sztuka pisać na światowym poziomie.

niedziela, 26 lutego 2017

Nie dogodzisz wszystkim osobą.... Pisarzom...

Siadając dzisiaj na mojego bloga nie wiedziałam, czego się spodziewać. Nie spodziewałam się pożartowań od pisarza, którego napisałam pozytywną recenzję powieści. Nazwisko pisarza mam do wiadomości redakcji. Mi nie chodzi o to by kogoś znieważyć- recenzja to recenzja i musi być uczciwą!

Może ów Pan ma do mnie żal iż nie rozwinęłam swojego pisma żeby napisać jeszcze, dłuższą dysertację?

To Pan Konrad Lewandowski chyba nie rozumie, iż nie każda recenzentka to blogereczka. Taka laska jaka nie ma chłopaka, urody nic nie ma i cały dzień płodzi długie recenzje. Ja mam chłopaka mam studia mam wiele zainteresowań, bo chcąc zostać tłumaczem literatury i wiele w życiu osiągnąć. Takie mnie mają priorytety i tylko dla nich nie mogłam napisać jeszcze dłuższą recenzję powieści. Nie ma tu nic osobistej urazy, chcę to zapewnić Pana i wszystkim zainteresowanym osobą.

Co powie mój chłopak jak mu powiem iż nie mam dla niego czasu, chcąc pisać jeszcze dłuższą recenzję?
" Znalazłem kolejny wpis tej autorki na mój temat i doprawdy nie wiem, czy mam się czuć lepiej, czy gorzej..."
Wstydziłby się Pan! Ja chciałam zrobić akcję życzeń dla Pana od blogereczek które Pan nazwał gęśmi, czy doczekałam się po ludzku powiedzenia dziękuję? Cofam moje życzenia i nie martwię się, iż to nie po Chrześcijańsku. O co chodzi z tym kotem to nie wiem? Był mówiący koń i kot? Był a może nie był w "Różanooka"? Lecz w "Mistrzu i Małgorzata" był zpewnością, toteż nie ma Pan racji bytu ze swoim narzekaniem.

Napisałam też że napisał Pan własną sagę, trzymając się kupy. Jeden mówiący kot i koń nie upośledza ogólnego wydźwięku i całokształtu całości.

Z różnicą w rozumowaniu pozdrawiam Pana serdecznie i obiecuję iż w miesiącu marcu zreceznuję kolejną Pana książkę. Postaram się iż by była dłuższa będzie Pan zadowolony?

Pozdrawiam moich Czytelników, recenzję Masłoskiej i Mroza odkładam na potem, przedtem dając Panu pierszeństwo.

niedziela, 19 lutego 2017

Llosa, "Listy do młodego pisarza" - jak zostać pisarzem?


Kochani, za niedługo recenzja "Milczenie" S. Endo. A dziś dla Was recenzja. Sięgając po pozycję "Listy do młodego pisarza" autorstwa pisarza Varkasa Llosy nie wiedziałam czego się spodziewać. Spodziewałam się listów, które wypowiadają porady dla młodych adeptów pióra kierowane. Dostałam zbiór listów, którymi dzieli się znany Nolista z literatami juniorami. Doświadczony z tworzeniem literatury twórca nie skąpi licznych przykładów z własnej egzystencji zaczęrpniętyych o tym jak urodzić się by zostać literatem. Korzystając z ów porad, nie tylko licealista skorzysta, też tuzy jak, Pan Paweł Pollak, którego autorstwa książkę miałam w swoich łapkach w roku pańskim 2016, pani Patrycja Pustowiak, której pozycję miałam okazję przeczytać nie dawno, Pani Jodełka autorka kryminałów "Wariatka" i innych, której recenzję nie za długo zamieszczę na ów blogu.

Moi drodzy, jakie porady daje Llosa, chcecie się tego dowiedzieć to przeczytajcie moją recenzję. Sięgając po książkę nie wiedziałam, ba nie spodziewałam się jak ważne jest, inicjalne zdanie powieści. Otwiera czytelnikowi oczy, zachęca i zniechęca do zanurzenia się w treści pozycji, jaka jest oferowana przez literata. Pozycji znamy wiele, z której z nich skorzystamy? Nie jeden łamie tym głowę. Ja korzystam z poleceń, i nie ukrywam iż lubię sięgać po Autora z którego już korzystałam. Uśmiechając się do mnie z półki Pan Paweł Pollak obiecuje "Zbyt krótkie szczęście", puszcza oczko Szczepan Twardych i Jego "Król", mruga powiekami "Małe życie" powieść o homoseksualiście po którym nie wiem czego się spodziewać. Nie czytałam o geju i nie znam pedałów.


piątek, 27 stycznia 2017

Pan Konrad Lewandowski mocno zachorował! Ten co nazwał blogerki gęśmi! W imieniu gęsi życzę Panu duuużo zdrowia!


Pan Przewodas nazwał bllogerkę gęsiami to teraz sam będzie leżał na operacyjnym stole, jak gęś na półmisku.... Nigdy nie wiesz co cię w życiu spotka.... W imieniu gęsi życzę Panu wyzdrowienia, gęsie nie są mściwe.... Oby Pan wyszedł z lazaretu w jednej całości, bez obciętego "dzioba", "pazura" i "Skrzydła".... Bo bez tych części by Pan Konradzie, nie mógł już dziobać, pisać fantastyki i, latać...

Nigdy nie wiemy czego się spodziewać od życia! Które zaskakuje nieprzywidywalnością o której co się zdarzy wie tylko Bóg. Tylko On jeden wie czy nowotwór, napastujący ciało pisarza któego nazwał blogerki gęsiami, autora "Różanookiej" i "Ksin Wojownik" polegnie na stole operacyjnym, lub złośliwie zaatakuje odległe narządy mózgu i płuc. Rak płuc to już uleczalny nie będzie z tego co wiem. Dopóki serce bije jest nadzieja. Czytelnicy trzymają kciuki i życzą Panu dużo dużo zdrowia! Tylko Bóg wie jak się skończą sprawy i kiedy komu jest napisane pójście do wieczności.

poniedziałek, 16 stycznia 2017

"Zawsze jest gdzieś piętnasta" Pan Marcin Królik

"Czuję, że dotykam Boga."
Nowa, młoda, proza polska idzie do przodu dużo oferujac, jeśli Czytelnik ma szeroko otwarte oczy i chce ją chłonąć. Dopiero wpadła w moje zmęczone ręce piękna książka autorstwa Pana Marcina Królika. Sięgając po tą książkę nie wiedziałam czego mam się spodziewać. Spodziewałam się, iż będzie to jeden z wielu książek podobną. Nie spodziewałam się,iż dostanę publikację mówiącą w zawoalowany sposób o sprawach najwyższej wagi dla każdej duszy człowieczej. Pewnego razu Pan Marcin Królik nazywany dalej Autorem przyjechał iżby sfotografować kilka kartek ze szkolnego zeszytu. Nie wiedział czego się spodziewać oprócz fotografowania.

Pan Marcin Królik wyraża subtelną, dosadną krytykę Paryża w którym pety rzucane są na podłogę lokalów, nie szanując cudzej, cieżkiej pracy, ktoś to musi posprzątać ale francuz ma to w dupie rzuci i już. Nie popeiram takiej krytyki bo Pan Marcin oparł się na zeznaniu swojej znajomej sam w Paryżu nie będąc. Może znajoma tez rzuciła peta i teraz tak mówi? Reporter jakim Pan Królik się mianuje powinien nie popisać o swoich znajomych co oni widzieli ale co on sam widział, czy wszystko jasne? Na własne oczy. Tylko wtedy to ma sęs. Rzuciłam mały kamyczek do ogródla pochwał dla Pana Marcina ale dalej będą pochwały bo dzieło jest jej warte, zasługując.
"Na schodach największych paryskich kościołów rojowisko narkomanów, prostytutek i
wszelkiej maści podejrzanych typów. Gdy jakaś grupa pielgrzymkowa chce wejść, by się pomodlić, jest zamykana. We Francji przypadki profanacji kościołów są na porządku dziennym."
Potem Pan pyta swoją znajomą jak tam w Paryżu muzułmanie. A to było jeszcze przed atakiem terrorystycznym to znajoma nie powiedziała nic o ataku.To czyni ten element książki przestarzałym, anachromicznym bo teraz Paryż wygląda inaczej. Nikt się nie amrtwi rzuceniem peta marwi się czy nie rzuci bąby... To ważne, przewartościwanie mamy.... To mały kamyczek, nie chcąc podważać wartości dzieła podobającego mi się, dającego duchowe przezucie, do którego serdecznie zachęcam.

Pan Marcin wgniótł mnie w fotel swoją książką. Ale mam bynajmniej jedno ale. On nazywa Świętą Faustynę egzaltowaną czym jestem głęboko oburzona i daję wyraz na łamach recenzji. Sopoćko miał duży wpływ  na podsycanie jej religijności każąc prowadzić dzienniczek. Nie wszyscy wiedzą iż kazał zbadać jej zdrowie psychiczne na dowód że może być nie w pełni władna swoim umysłem. Tą podejrzliwość można nazwać zbyt podejrzliwą, nie na miejscu. A nawet jak mu powiedzieli że jest zdrowa na umyśle to on nadal ją obserwowal i nie wierzył w to, nie wiedział czego się spodziewać. Że może jest chora psychicznie i nie trzeba jej wierzyć? Pijak w delirium widzi białe myszki, lecz czy to znaczy by mu wierzyć w sprawy, które nie chodzą naprawdę nie mają wąsików ani krwi w białych ciałach, są jedynie wymyślone przez Pana Pijaka w delirium. Mówiąc dosadnie takie myszki nie istnieją rzeczywiście, są wymyślone przez niezgłębioną umysłowość opijusa. Która to jest w Polsce czczona szczególnie przez starsze panie. Jak pijak zaczepia ludzi to mu wolno. Jak wynosi z domu rzeczy żony i sprzedaje za bez cen bynajmniej nie na chceb, chcąc na wódkę nie widzimy oburzenia społeczeństwa. Polski pijak to święta krowa. Pijak angielski ląduje w domu wytrzeźwień i tyle go widzieli. Nie ozdabia ulic skwerków swoimi wymiocinami i wyobraźnią pod wpływem delirium.
"Księżyc istnieje, bo uwierzyliśmy, że istnieje."
Autor ma na swojej półce dzienniczek Faustyny. To mu nie przeszkadza pożyczyć od innych i czytać jeszcze więcej, tego dzienniczka. Ja zaraz kupię i też się wczytam.
"Bóg, którego szukam, którego mozolnie tu rekonstruuję, ma konkretną twarz. Co więcej,
przemawia do ludzi konkretnym językiem i stawia przed nimi konkretne wymagania. Nie jest żadną Praprzyczyną ani Wielkim Budowniczym, który wprawił wszechświat w
ruch, a potem stracił nim zainteresowanie. Bóg, którego staram się tu wytropić, zszedł między ludzi, dał się przybić do krzyża i umarł z miłości. No proszę, wreszcie to powiedziałem"
„Nie nam wyglądać zmiłowania / Z wyroków bożych, z carskich praw. / Z własnego prawa bierz nadania / I z własnej woli sam się zbaw.” - cytat z ksiączki
Czytanie książki Pana Marcina to poezja. To cytryna z której można wycisnąć dla siebie sok życia i pić przed snem by obudzić się z coraz większym uduchowieniem. Oczy szeroko się otwierają do prawdy o sęsie naszej egzystencji. Wiele jednostek człowieczych zapomina kto dał nam życie i trzeba badać tą sprawę jak ktoś mówi o objawieniach badać czy nie jest wariatem czy wierzyć mu an słowo? Ale co z pijakiem z deliliurium? Sięgając nie wiedziałam czego się spodziewać dostałam padającą do mego umysłu mądrość. Pan Marcin Królik ma serce do spraw ważnych, nie zajmując się kryminałami i literaturą środka. Wybrał drogę trudną, Czytelnik chce tandety ale są tacy którzy szukają piękna i prawdy w literaturze. W przełożeniu znalazłam wiele złotych myśli.
"Rozwinąłeś się, Króliczku. Nabrałeś ogłady, wyostrzyłeś klawiaturę i sąd."
To Autor świadomy swojej literackiej mocy pochwala sam siebie za dobrze, pracowicie wykonaną pracę. Dołonczam sie do tych gratulacji. Pozycja książkowa jest pasjionująca, dobrze wykonaną pracą nazywam ją nie bez kozery. Napewno znajdzie sie w dziesięciu najlepszych pozycji roku. Więcej takich książek, bym sobie życzyła. Wzruszająca, mądra pozycja, która zachwyca myślami, które warto sobie przemyśleć. Okna ciała trzeba otworzyć dla myśli i duchowości. Nie zyć tylko chlebem tudzież wiarą, myślami, pomaganiem innycm chrześcijanon. Czy to Autor chciał powiedzieć? Pozdrawiam Czytelnika niedługo napiszę drugą część refleksji po przeczytaniu. Teraz pędząc na zajęcia napisałam, krótką recenzję. 

środa, 23 listopada 2016

Konrad Lewandowski, "Różanooka"


Ta recenzja powstała do Wyzwania Ejotka, do którego serdecznie zachęcam! Szczegóły poczytajcie tutaj
https://czytelnicza-dusza.blogspot.com/2016/11/podsumowanie-pazdziernika-i-haso-na.html

⍅  

Siegając po książkę "Rożanooka" autorstwa Pana Konrada Lewandowskiego nie wiedziałam, czego się spodziewać. Nie spodziewałam się, że dostanę powieść, w której są mówiące koty i konie i demony, które radzą bohaterowi by się wreszcie ożenił. Ta drobna wada nie wpłynęła jednak na całkokształt książki, która wypadła zaskakująco dobrze. Pan Konrad Lewandowski pisze dobrze i z jajem, nie bawiąc się w delikatności i przemilczenia na tematy wstydliwe jak to robią inni pisarze. Pojawił się jednak czarnoksiężnik, miałam wrażenie, że przestrzeń powieściowa zajmuje zbyt mocno różne stworzenia nie mające racji bytu na naszej planecie. Jeśli mają rację bytu jak koń i wąż to nie powinny mówić, jednak w książce mówią. Co Autor chciał przez to powiedzieć? Moja interpretacja wygląda tak że mruga okiem do Czytelnika mówiąc mu że biorąc się do czytania książek miej poczucie humoru,  bo jednak nie spodziewając się czarnoksiążników i mówiących kotów możesz, znaleźć je w książce. Co wtedy zrobisz jak nie masz poczucia humoru? Będziesz wertował encyklopedie i myślał że autor jest głupi? Będziesz posądzał go o za bujną wyobraźnię? Pomylisz się, bo Pan Konrad Lewandowski nie ma za bujnej wyobraźni, napisał własną swoją sagę tak, że wszystko trzyma sie kupy. Trudno zarzucić że opowieść szwankuje. Wszystko pasuje do całokształtu. 
"Równowaga w naturze musi być zachowana.... Najpierw był ogień i gorąco, a teraz woda i mróz"
"Tej istocie zatem mózg albo nie był potrzebny, albo zastępowało go coś innego..."
Co Autor chciał przez to powiedzieć? Chciał przez to powiedzieć, że wiele procent ludzi w współczesnej Polsce nie używa mózgu z godnie z przeznaczeniem? Trzeba się wysilić, zastanowić nad życiem, refleksje wzbogacą nasze życie, głupota zatacza coraz szerszy krąg? Zamiast, napisać jasno o co chodzi Konrad Lewandowski wyraża swoje stanowisko w sposób zawoalowany. Jednak to nie wpływa na całoksztatł. Zabrakło mi w książce opisów miłości, jednak jesli są to zbudowane w sposób jak dla dzieci, nie potraktowano poważnie czytelnika dorosłego, który wie że nie bocian przynosi dzieci. To mnie nie zaciekawiało powstrzymywałam zaciśnięcie zębów i chęć odjęcia paru gwiazdek. Doradzałabym autorą więcej odwagi i stanowczości w traktowaniu czytelnika jak nie dziecko tylko będąc człowiekiem metrykalnie dorosłym. A może chodzi o to że jak czytamy książki Pana Lewandowskiego to obudzimy w sobie dziecko? Dziecko które w każdym z nas jest, drzemiąc i czeka na chwile przebudzenia, zrozumienia sensu życia?